Fragmenty książki:
Polskie sprawy
Najpiękniejsze karty duchowieństwa polskiego to troska
o zbawienie wiernych harmonijnie łączona z aktywnym uczestnictwem
w dziejach narodu i z miłością do Ojczyzny. I chyba nikomu
nie przychodziło do głowy zarzucać kapłanom, że „mieszają
się do polityki”. Polityka to roztropna troska o dobro wspólne.
W historii naszego narodu widoczny jest związek wiary i dziejów,
Kościoła i Narodu, nadprzyrodzoności i świeckości. Zręby państwowości
polskiej to chrzest Mieszka I, relacja ze Stolicą Apostolską
i nasz hymn Bogurodzica. Symbioza i współpraca Kościoła
i państwa przyniosła nam wiele dobra.
Separacja (rozdział) Kościoła od państwa jest lewackim wynalazkiem
rewolucyjnym. Władca, który nie liczy się z prawem
Bożym i państwo, które nie liczy się prawem Bożym to rzeczywistości
groźne i destrukcyjne. Historia daje na to wiele przykładów.
Skutkiem takiej postawy jest często dyskryminacja ze względu na
wyznawaną wiarę i dyskryminacja ludzi wierzących, zniszczenie
człowieka. Obraza Boga i krzywda człowieka. Św. Mikołaj z Flüe
powiedział: „Czym dusza dla ciała, tym Bóg dla państwa. Gdy
dusza opuszcza ciało, wtedy ciało ginie. Gdy się przepędza Boga
z państwa, wtedy państwo skazane jest na zagładę!”.
Dzisiaj. Bożek demokracji? Demokracja nie jest Bogiem!
Jest to tylko p r o c e d u r a regulująca układy społeczne i państwowe.
I tu rodzą się zagrożenia. Niebezpieczeństwo totalitaryzmu
jest bliskie i jest faktem – jeśli Pana Boga odsuwa się w sferę prywatną.
Tak się dzieje.
Oczywiście, Kościół żyje w każdych warunkach. Kościół
nie absolutyzuje ustrojów i systemów politycznych. Z pewnością
zamysłem Bożym jest współpraca i współdziałanie Kościoła
i państwa – nie separacja – dla dobra człowieka. Katolicy, którzy
mówią o rozdziale Kościoła od państwa nie wiedzą, co mówią.
Rządzący przysparzają dobra narodowi wtedy, gdy liczą się
z prawem Bożym. Taki jest ich obowiązek. Kiedyś zdadzą sprawę
przed Bogiem, jedynym Władcą i Panem. A wierzący mają prawo
i obowiązek roztropnie troszczyć się o dobro wspólne, to znaczy
„mieszać się do polityki”. Głupi jest „katolik”, który bezbożnikom
zostawia sprawę zarządzania światem.
Śluby Jana Kazimierza to był religijny akt świeckiego władcy.
W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski dziękuję
Panu Bogu za najpiękniejsze karty naszej polskiej historii.
Dziękuję za wszelkie dobre owoce współpracy i współdziałania
Kościoła i państwa dla dobra nas, Polaków.
Odpowiedzialność za Polskę
Uśmialiśmy się dzisiaj z panią doktor. Był krótki dialog. Na zakończenie
wizyty u lekarza zapytałem: – Na kogo pani doktor będzie
głosować? Na Platformę? Odpowiedź była natychmiastowa:
– Na pewno nie na Platformę! Powiedziałem: – Dziękuję! – co
panią doktor ucieszyło i rozbawiło. I na tym zakończyliśmy wątek
polityczny.
Bardzo mnie cieszą spotkania z ludźmi myślącymi i wyciągającymi
praktyczne wnioski z sytuacji, jaka jest. A jest destrukcyjnie
i zawłaszczeniowo – ze strony jednej partii.
Przed nami ważne dni. Niech dojrzewają w nas dobre decyzje
– według kryteriów moralnych i odpowiedzialności za wspólne
dobro, za Polskę, za człowieka – poczynając od najmłodszych,
nienarodzonych, bo tu się zaczyna Polska – pod sercem matek,
nie gdzie indziej. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych
braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Wszystko, czego
nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie
nie uczynili” (Mt 25, 40.45).
Suwerenność
Pożyteczność i dobroczynna skuteczność aktywności człowieka
w sferze publicznej zależy od jego kompetencji. Ale są i inne
aspekty – nie mniej ważne: Kto działa? Jaki to jest człowiek? Jak
myśli? Jaki jest jego światopogląd? Jakie jest jego sumienie? Mój
śp. Wujek, pomagał jednej rodzinie. Ojciec tej rodziny, z wyższym
wykształceniem, był mocno zaangażowanym działaczem „Solidarności”.
Gdy jego żona zachorowała na raka, zostawił ją i swoich
dwóch dorastających synów. Mocno zaangażowany działacz!
Z domowych rozmów z moim Ojcem pamiętam jego lapidarną
charakterystykę „lewoskrętnych” polityków i nie tylko: – co innego
myśli, co innego mówi, co innego robi.
Człowiek dojrzały charakteryzuje się spójnością myśli, mowy
i działania. To nie wystarczy: chodzi jeszcze o odniesienie do prawdy
i dobra.
A zatem: człowiek pożyteczny w sferze publicznej jest wtedy,
gdy jego myśli, słowa i czyny są zakorzenione w prawdzie i dobru.
Tu potrzebna jest suwerenność wewnętrzna. Ona jest możliwa,
bo żadne konteksty i uwarunkowania zewnętrzne nie determinują
w sposób ostateczny ludzkich myśli, słów i czynów. Suwerenność
najbardziej wyraziście widać u męczenników. W najbardziej
niesprzyjających warunkach zewnętrznych są wolni i suwerenni,
bo zakorzenieni w prawdzie i dobru usque ad mortem.
Dzisiaj jest problem łatwej sprzedajności myśli i problem ulegania
terrorowi pisanych i niepisanych reguł political correctness.
Co widać codziennie w mass mediach, w sferze polityki i w kręgach
tzw. intelektualistów. To jest brak suwerenności wewnętrznej.
Czy tacy ludzie mogą zapewnić narodowi suwerenność w sferze
publicznej? Retoryczne pytanie!
Suwerenność zaczyna się od poznania prawdy. W mojej dzisiejszej
lekturze napotkałem tekst kardynała Ratzingera sprzed
kilkudziesięciu laty:
„Mądrość jest uczestnictwem w Boskim sposobie widzenia
i oceny rzeczy zgodnie z rzeczywistością. Oczywiście, takie poznanie
spraw i rzeczy z perspektywy Boskiej zakłada pewne warunki.
Przede wszystkim nie może ono nastąpić bez wspólnoty z Bogiem i dlatego też nie jest owo najgłębsze i ostateczne poznanie
jedynie sprawą intelektu. Poznanie sięgające istoty rzeczy musi
być ściśle i nierozłącznie związane z życiem. Najgłębszemu poznaniu
towarzyszyć musi czystość własnego „ja”, czystość gwarantująca
niesprzedajność myśli. Czystość duchową warunkuje
proces otwarcia się i zgody na przyjęcie Łaski. Na tym tle wydaje
się rzeczą zrozumiałą, dlaczego tak często ludzie bardzo prości
są głęboko mądrzy w sprawach zasadniczych i dlaczego często
tak wręcz niewiarygodną ślepotą odznaczają się intelektualiści”
(Służyć prawdzie, 7 VII). Dziwna aktualność…
Wiele od nas nie zależy. Wiele od nas zależy. Proces przemiany
ku syntezie myśli, słów i czynów zakorzenionej w prawdzie
i dobru jest możliwy dopóki żyjemy. Idąc do szkoły Świętych,
kończę sympatycznym pouczeniem św. Jana Marii Vianneya:
„Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich
dobrze skończył. My też nie zaczęliśmy dobrze naszego życia,
więc przynajmniej starajmy się dobrze je zakończyć i dołączyć
do świętych w niebie”.
Święci są ludźmi najwyższego pożytku publicznego.
I w końcu: módlmy się o świętych polityków i świętych intelektualistów.
Tym bardziej, że trudno ich znaleźć. Niestety.
Zakorzenienie
Boża genealogia człowieka. To prawda i zaszczyt. Nie jesteśmy
przypadkiem rzuconym w bezkres kosmosu bez przyczyny, bez
celu, bez sensu… Pochodzimy od Boga, należymy do Boga, zmierzamy
do Boga. Wspaniały św. Paweł pisze: „Wszystko bowiem
jest wasze: czy to Paweł, czy Apollos, czy Kefas; czy to świat, czy życie,
czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe; wszystko
jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga” (1 Kor 3, 21-23).
Każdy z nas wyrasta z jakichś korzeni i żyje w konkretnych uwarunkowaniach
rodzinnych, narodowych, politycznych, historycznych.
Dlatego mówimy: moja rodzina, moja Ojczyzna, mój kraj,
moja historia. Przykro mi słuchać coraz powszechniej stosowanych
zwrotów: „ten kraj”, „tego kraju”, „w tym kraju”, „z tego kraju”.
Mówią to Polacy w odniesieniu do Polski. Pobrzmiewa to dystansem,
chłodem, wykorzenieniem… To tak, jakbym o swojej rodzinie
mówił „ta rodzina” zamiast „moja rodzina”. Wbrew pozorom nie jest to tylko kwestia lingwistyczna. To kwestia dojrzałości, zakorzenienia,
serca… Polak myślący i serdeczny zawsze powie: „mój
kraj”, „moja Ojczyzna”, „moja historia”, „moja rodzina”.
Jesteśmy u siebie!
Dzisiaj słowo serdeczne, adresowane szczególnie do Wszystkich,
z którymi modlę się pod Krzyżem.
Zakorzenienie. Bóg daje nam poczucie zakorzenienia. Będąc
z Bogiem, wszędzie jesteśmy u siebie. Jesteśmy dziećmi Bożymi.
Należymy do Boga. Pismo święte kreśli nam wspaniałą szeroką
wizję – oddychamy pełną piersią: „W Nim żyjemy, poruszamy się
i jesteśmy” (Dz 17, 28). Cała ziemia należy do Boga i wszędzie
można czcić Boga, modlić się i stawiać znaki wiary: „Do Pana
należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy” (Ps
24, 1). Mówi Bóg: „ziemia należy do Mnie, a wy jesteście u Mnie
przybyszami i osadnikami” (Kpł 25, 23). A wierzący św. Paweł napisze:
„Wszystko bowiem jest wasze: czy to Paweł, czy Apollos, czy Kefas; czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze,
czy przyszłe; wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa,
a Chrystus – Boga” (1 Kor 32, 21-23). Jakież to wyzwalające Słowo!
Prawdziwe! Chodząc po ziemi, chodzimy w Bogu. Jesteśmy
u siebie. Bóg, który jest dobry, czuwa – zawsze i wszędzie. Tajemnica
Bożej Opatrzności.
Wydziedziczenie. Szatan chce nas wydziedziczyć. Wydziedziczyć!
Wydziedziczyć! Wydziedziczyć! Co oni tu robią? Mohery, won do kościoła!
Przesuwacze. Przesunąć Krzyż. Przesunąć ludzi. Przesunąć. Odsunąć.
Zasunąć. Czyścić. Oczyścić. Wyczyścić. Wydziedziczyć. Zamknąć.
Posprzątać. Spokój. Byśmy się nie czuli u siebie, byśmy się skulili,
przepraszali, za to, że się tam gromadzimy, że się modlimy a modlitwę
to najszybciej zakończmy, szybko zbierzmy znicze, zgaśmy
mikrofon, jak najszybciej posprzątać, ludzi przesunąć do kościoła,
niech tam się modlą, jak tak chcą.
STOP!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że jesteśmy!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że jesteśmy wierzący!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że jesteśmy Polakami!
Nigdy nie przepraszajmy za dobro, które czynimy!
Nigdy nie przepraszajmy za zło, któregośmy nie popełnili!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że jesteśmy na Krakowskim
Przedmieściu!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że przychodzimy tutaj –
na Miejsce Pamięci, Prawdy i Nadziei.
Nigdy nie przepraszajmy za to, że kultywujemy pamięć o Ofiarach
katastrofy pod Smoleńskiem!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że domagamy się prawdy
o przyczynach katastrofy!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że oczekujemy godnego
uczczenia Ofiar tej katastrofy!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że na Krakowskim Przedmieściu
modlimy się!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że działania osób publicznych
oceniamy w przejrzystych kategoriach dobra i zła, prawdy
i kłamstwa!
Nigdy nie przepraszajmy za to, że chcemy mieć wpływ
na losy naszej Ojczyzny, także w sferze publicznej, społecznej
i politycznej!
Jesteśmy u siebie!
To jest nasza Ojczyzna!
To jest nasz kraj!
To jest nasza Stolica!
To jest nasza ziemia!
To jest nasze miejsce!
Przedwczoraj ktoś mnie przywitał, mówiąc do mikrofonu:
„Dziękujemy Księdzu za to, że nas Ksiądz odwiedza”. Życzliwie
sprostowałem: „Ja Was nie odwiedzam. Ja jestem u siebie.
To jest moje miejsce, to jest moja Ojczyzna, to jest moja Stolica”.
Na życzliwe oklaski zgromadzonych odpowiedziałem: „Cieszę
się, że zrozumieliśmy się”.
O polityce – przed Narodowym Świętem Niepodległości
Jako kapłan przychodzący na Krakowskie Przedmieście, aby
modlić się, głosić Ewangelię i udzielać błogosławieństwa zgromadzonym,
reprezentuję Chrystusa i Kościół. To zaszczyt i zobowiązanie.
I mogę powiedzieć za św. Janem Bosko, założycielem
nas, salezjanów: „Moją polityką jest Ojcze nasz”.
Natomiast nigdy nie będę zniechęcał ludzi do angażowania się
w politykę i nie będę dystansował się od polityki, i nie będę straszył
polityką, i nie będę deklarował, że obecność tutaj to nie jest sprawa
polityczna, i nie będę mówił o polityce tylko w aspekcie jej negatywnych
przejawów, nadużyć i korupcji. „Koń jaki jest, każdy
widzi”. A my mamy, jako katolicy, nie tylko prawo, ale święty obowiązek
angażowania się w politykę!
Pilny Student Uniwersytetu Świętości pod Krzyżem dobrze
wie, że polityka to roztropna troska o dobro wspólne. Pilny Student
Uniwersytetu Świętości pod Krzyżem zapoznaje się z adhortacją
Jana Pawła II Christifideles Laici – o powołaniu i misji świeckich
w Kościele i w świecie. Pilny Student Uniwersytetu Świętości
pod Krzyżem dobrze wie, że Jan Paweł II w numerze 42. tego
dokumentu napisał:
„Aby ożywiać duchem chrześcijańskim doczesną rzeczywistość
służąc – jak zostało powiedziane – osobie i społeczeństwu,
świeccy nie mogą rezygnować z udziału w «polityce», czyli
w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej,
która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego
dobra; Ojcowie synodalni stwierdzali wielokrotnie, że prawo
i obowiązek uczestniczenia w polityce dotyczy wszystkich i każdego;
formy tego udziału, płaszczyzny, na jakich on się dokonuje,
zadania i odpowiedzialność mogą być bardzo różne i wzajemnie
się uzupełniać. Ani oskarżenia o karierowiczostwo, o kult władzy,
o egoizm i korupcję, które nierzadko są kierowane pod adresem
ludzi wchodzących w skład rządu, parlamentu, klasy panującej
czy partii politycznej, ani dość rozpowszechniony pogląd,
że polityka musi być terenem moralnego zagrożenia, bynajmniej
nie usprawiedliwiają sceptycyzmu i nieobecności chrześcijan
w sprawach publicznych.
Przeciwnie, Sobór Watykański II mówi o tym w sposób niezwykle
znaczący: «Kościół uznaje za godną pochwały i szacunku
pracę tych, którzy dla posługi ludziom poświęcają swoje siły dobru
państwa i podejmują się tego trudnego obowiązku» (GS 75).
Podstawowym kryterium polityki uprawianej na rzecz osoby
i społeczeństwa, jest dążenie do wspólnego dobra jako dobra
wszystkich ludzi i całego człowieka, dobra, które jest dane i które
gwarantuje, że jego przyjęcie jest sprawą wolnego i odpowiedzialnego
wyboru poszczególnych osób czy stowarzyszeń: «Wspólnota
polityczna – czytamy w Konstytucji Gaudium et spes – istnieje
więc dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie
i sens, i z którego bierze swoje pierwotne i sobie właściwe
prawo. Dobro zaś wspólne obejmuje sumę tych warunków życia
społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą
pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość» (GS 74).
Ponadto polityka na rzecz osoby i społeczeństwa przyjmuje
jako stały kierunek postępowania obronę i promocję sprawiedliwości,
rozumiane jako «cnota», w której wszyscy winni być wychowywani
i jako «siła» moralna, która wspiera zaangażowanie
na rzecz praw i obowiązków każdego i wszystkich, mając za podstawę
osobistą godność ludzkiej istoty.
Sprawowanie władzy politycznej winno mieć za podstawę
ducha służby, gdyż tylko on, w połączeniu z konieczną kompetencją
i skutecznością działania decyduje o tym, czy poczynania
polityków są «jawne» i «czyste», zgodnie z tym, czego – zresztą
słusznie – ludzie od nich wymagają. Pobudza to do otwartej walki
i zdecydowanego przezwyciężania takich pokus, jak nieuczciwość,
kłamstwo, wykorzystywanie dóbr publicznych do wzbogacenia
niewielkiej grupy osób lub w celu zdobywania popleczników, stosowanie
dwuznacznych lub niedozwolonych środków dla zdobycia,
utrzymania bądź powiększenia władzy za wszelką cenę.
Świeccy katolicy zaangażowani w politykę winni bez wątpienia
szanować właściwie pojętą autonomię rzeczywistości ziemskiej,
zgodnie z tym, co czytamy w Konstytucji Gaudium et spes:
«Jest sprawą doniosłą, żeby zwłaszcza w społeczeństwach pluralistycznych
doceniano właściwy stosunek między wspólnotą polityczną
a Kościołem i by jasno rozróżniano to, co czynią wierni,
czy to poszczególni, czy też stowarzyszeni, we własnym imieniu
jako obywatele kierujący się głosem sumienia chrześcijańskiego,
od tego, co czynią wraz ze swymi pasterzami w imieniu Kościoła.
Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji w żaden
sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże
się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem
i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej»
(GS 76).
Równocześnie pilnym i odpowiedzialnym zadaniem świeckich
jest dawanie świadectwa tym wartościom ludzkim i ewangelicznym,
które posiadają wewnętrzny związek z działalnością polityczną,
jak wolność, sprawiedliwość, solidarność, wierne i bezinteresowne
oddanie sprawie wspólnego dobra, prosty styl życia,
preferencyjna opcja na rzecz ubogich i najmniejszych. Wymaga
to, by byli oni coraz bardziej ożywieni duchem rzeczywistego
uczestnictwa w życiu Kościoła i coraz lepiej znali jego naukę społeczną.
W spełnianiu tego zadania stałym wsparciem będzie dla
nich bliskość wspólnot chrześcijańskich i ich pasterzy.
Stylem oraz narzędziem polityki, która chce dążyć do prawdziwego
rozwoju człowieka, jest solidarność. Ta zaś wymaga
czynnego i odpowiedzialnego uczestnictwa w życiu politycznym
wszystkich i każdego obywatela oraz rozmaitych grup, związków
zawodowych, partii: wszyscy razem i każdy z osobna jesteśmy odbiorcami
polityki i jej aktorami. W tej dziedzinie solidarność, jak
powiedziałem w encyklice Sollicitudo rei socialis, jest czymś więcej aniżeli «tylko nieokreślonym współczuciem czy powierzchownym
rozrzewnieniem wobec zła dotykającego wielu osób, bliskich
czy dalekich. Przeciwnie, jest to mocna i trwała wola angażowania
się na rzecz dobra wspólnego, czyli dobra wszystkich i każdego,
wszyscy bowiem jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich
» (SRS 38).
Dzisiaj solidarność polityczna, przekraczając granice poszczególnych
państw czy bloków, musi objąć wszystkie kontynenty,
cały świat. Owocem solidarnej polityki, przez wszystkich tak bardzo
upragnionym, lecz jeszcze wciąż niedojrzałym, jest pokój.
Świeckim nie wolno traktować obojętnie, biernie i z dystansem
tego wszystkiego, co jest z pokojem sprzeczne lub mu zagraża,
jak przemoc, wojna, tortury i terroryzm, obozy koncentracyjne,
militaryzacja polityki, wyścig zbrojeń oraz zagrożenie nuklearne.
Przeciwnie, jako uczniowie Jezusa Chrystusa, który jest «Księciem
pokoju» (Iz 9, 5) i «naszym pokojem» (Ef 2, 14), świeccy winni
być ludźmi «wprowadzającymi pokój» (Mt 5, 9), zarówno przez
nawrócenie «serca», jak przez działanie na rzecz prawdy, wolności,
sprawiedliwości i miłości, które stanowią niezbywalną podstawę
pokoju” (ChL 42).
To papieskie słowo umieszczam tutaj w kontekście 92. rocznicy
odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę. Warto nad
tymi tekstami medytować, wyciągać wnioski i odważnie podejmować
odpowiednie działania.
Koniecznie zaopatrzmy się we flagi polskie i wywieśmy je
11 listopada. Świętujmy!
A jutro, 10 listopada, spotkajmy się w Archikatedrze Warszawskiej
na Mszy świętej o godz. 19.00. Ksiądz Proboszcz będzie
na nas czekał. Upływa kolejny miesiąc od katastrofy pod Smoleńskiem.
Pamiętamy.
Powstanie Styczniowe
Wczoraj, 22 stycznia, na słówku wieczornym, które wygłosiłem
na zakończenie modlitw na Krakowskim Przedmieściu, przypomniałem
ważną rocznicę.
Powstanie Styczniowe. Konspiracyjny Rząd Narodowy ogłosił
wybuch powstania w nocy 22 stycznia 1863 roku.
Warto dostrzec trzy fakty ukazujące przenikanie się patriotyzmu
i wiary, polskości i katolickości, Narodu i Kościoła.
Powstaniem dowodził m.in. Romuald Traugutt. Może nie wszyscy
wiedzą, że jest on kandydatem na ołtarze. To on, w kontekście
niepokojów i przemian w dziewiętnastowiecznej Europie, napisał:
„Idea narodowości jest tak potężną i czyni tak wielkie postępy
w Europie, że jej nic nie pokona”.
Powstanie Styczniowe trwało. Pomoc z zagranicy nie nadeszła.
Europa uznała powstanie za wewnętrzną sprawę Rosji. I tu piękny
drugi akcent: narodu polskiego bronił tylko papież Pius IX, który
pisał: „Sumienie mnie nagli, abym podniósł głos przeciwko potężnemu
mocarzowi, którego kraje rozciągają się aż do bieguna…
Monarcha ten prześladuje z dzikim okrucieństwem naród polski
i podjął dzieło bezbożne wytępienia religii katolickiej w Polsce”.
I trzeci akcent syntezy patriotyzmu i wiary: skasowano wszystkie
klasztory. Przecież nie za to, że duchowieństwo zakonne siedziało
z założonymi rękami! Klasztory były ośrodkami oporu.
Warto poznawać historię Polski.
Warto poznawać historię Powstania Styczniowego.
Warto dostrzec trzy fakty ukazujące przenikanie się patriotyzmu
i wiary, polskości i katolickości, Narodu i Kościoła.
Wnioski dla nas i dla naszej teraźniejszości inteligentni Czytelnicy
– świeccy, duchowni i osoby konsekrowane – wyciągną
sami. Bóg składa teraźniejszość w nasze ręce. Nie wypada siedzieć
169
z założonymi rękami. I dzisiaj cenna będzie szlachetna synteza
wiary i patriotyzmu.
Perspektywy realizacji prawdy i dobra są otwarte. Nagląco
otwarte.
Nie tylko dla wykształconych technicznie Polaków
Odnowa Polski przychodzi poprzez odnowę serca. Pierwszy
piątek miesiąca to dzień, w którym wielu klęka przed kratkami
konfesjonału. Dokonuje się pojednanie człowieka z Bogiem.
To jest najgłębszy wymiar odnowy świata: odnowa serca. Jeśli jedno
polskie serce się nawraca, odnawia się Polska.
Pierwszy współczesny nauczyciel wiary, Ojciec Święty Benedykt
XVI zanim został papieżem, pisał:
„Przypomina się tu obraz użyty przez św. Augustyna, który
powiedział, że egzystencja ludzka jest tak zbudowana, że Bóg stanowi
jej punkt konstrukcyjny, na którym się zasadza. Jeśli więź
z tym punktem jest w porządku, wtedy wszystkie części harmonizują
ze sobą w sensownej całości. Jeśli zaś owa więź się rozpada,
wtedy i wszystko inne się rozpada i pozostają tylko strzępy” (Służyć
prawdzie, 11 III).
Zanim podejmiemy dobre działania, najpierw zadbajmy o czystość
serca, świętość, zgodę z Bogiem.
Odnowa Polski przychodzi poprzez odnowę serca. To jest najgłębszy
wymiar odnowy świata: odnowa serca. Jeśli jedno polskie
serce się nawraca, odnawia się Polska.
