Wybrane fragmenty książki
Papież stawia KRZYŻ w CENTRUM!
Pierwszy czwartek miesiąca to dzień wdzięczności Panu Bogu
za dar Eucharystii i kapłaństwa, dzięki którym Kościół jest wspólnotą
stale zbawiającą i udzielającą łaski świętości i pokoju wszystkim,
którzy szczerym sercem szukają Boga. Dzisiaj – po kapłańsku
– trzy dobre myśli o kapłaństwie.
Pierwsza dobra myśl: o Ojcu Świętym Benedykcie XVI
i o Krzyżu. Pisał przed laty – przeczytajmy z uwagą:
„Kierunek wschodni był łączony, jak już słyszeliśmy, ze „znakiem
Syna Bożego”, z krzyżem, z powtórnym przyjściem Chrystusa.
Tym samym Wschód był od początków związany ze znakiem
krzyża. Tam, gdzie wspólne zwrócenie się na Wschód nie jest możliwe,
tam jako Wschód duchowy służyć może krzyż. Powinien
on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok
kapłana i modlącego się zgromadzenia. W ten sposób postępujemy
zgodnie z dawnym wezwaniem do modlitwy, znajdującym się
na progu Eucharystii: Conversi ad Dominum – zwróćcie się do Pana.
Patrzymy zatem wspólnie na Tego, który reprezentuje nas przed
Ojcem i zamyka nas w swoich ramionach, na Tego, który czyni
nas żywą świątynią. Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich
dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok,
aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii?
Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić
możliwie jak najszybciej; da się to zrobić bez konieczności
ponownych przebudowań. Punktem odniesienia jest Pan. Jest On
wschodzącym Słońcem historii. Można zatem wybrać krzyż
przedstawiający Mękę, uobecniający Cierpiącego, który za nas pozwala
przebić swój bok, z którego wypływa krew i woda – Eucharystia
i chrzest, bądź też krzyż Chrystusa tryumfującego, który
wyraża myśl o Powtórnym Przyjściu i na nie kieruje spojrzenie.
Zawsze jest to bowiem „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam
także na wieki” (Hbr 13, 8)” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).
Telewizyjne transmisje celebracji Ojca Świętego Benedykta
XVI nie pozostawiają cienia wątpliwości: duży Krzyż stoi na ołtarzu,
ściślej: na środku, w samym centrum ołtarza, przed kapłanem,
pasyjką w stronę kapłana.
Święta liturgia jest sercem życia Kościoła. Mówi się więc tutaj
o sprawach nie marginalnych, ale fundamentalnych, najważniejszych.
W liturgii i przez liturgię dokonuje się nasze zbawienie.
Nie będę się wypowiadał o innych. Powiem tylko, że już wiele
miesięcy temu kupiłem sobie piękny, duży, stojący Krzyż świętego
Benedykta. Odprawiając Mszę świętą, stawiam Krzyż w samym
centrum ołtarza. Uczę się sztuki celebrowania w najlepszej, papieskiej
szkole.
Druga myśl. Chcę publicznie złożyć wyrazy uszanowania dla
ks. Stanisława Małkowskiego. Zadaniem kapłana jest być przy
Chrystusie i służyć ludziom. Tak dzieje się od lat. Tak dzieje się
w tych tygodniach pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu.
Niech Pan Bóg Księdzu Stanisławowi błogosławi.
I w końcu myśl trzecia. Chcę życzliwie zauważyć obecność
Kapłanów pod Krzyżem. Są i modlą się razem z modlącymi się.
Kończę życzliwą zachętą – myślą, która towarzyszy mi od kilku
tygodni. Podzieliłem się nią wczoraj ze zgromadzonymi na nocnej
modlitwie. Św. Piotr, kroczący po wodzie, dopóki ufał Chrystusowi
i patrzył na Niego, szedł bezpiecznie. Gdy zaczął wątpić
i koncentrować się na falach i zagrożeniu, zaczął tonąć. Czasem
niektórzy słabną. To ludzkie. Gdy przychodzimy na Krakowskie
Przedmieście na modlitwę, to myślmy o Panu Jezusie, Jemu ufajmy,
na Nim się koncentrujmy i na Niego patrzmy. Pomruki złego
ignorujmy. Nie dajmy się rozproszyć. Jeśli to możliwe, spokojnie
kontynuujmy modlitwę. Tak będziemy modlić się bezpiecznie.
i skutecznie – w pokoju serca i całkowitym zaufaniu Temu, Który
godzien jest, aby w Nim złożyć ufność bez granic.
Kapłan pod Krzyżem
17 września. Dzisiaj będziemy modlić się szczególnie za Ojczyznę
i za tych, którzy w ciągu całej naszej historii oddali życie
w jej obronie.
Przed udzieleniem błogosławieństwa poświęconym Krzyżem
z cząstką skały z Golgoty, który zawsze mam ze sobą na Krakowskim
Przedmieściu, podziękowałem wczoraj publicznie Panu
Bogu i licznie zgromadzonym za możliwość wspólnej modlitwy
w tym miejscu.
Po modlitwie jakiś młody człowiek zapytał mnie: Kogo ksiądz
tutaj reprezentuje? Jeśli to nie była prowokacja, to dożyliśmy smutnych
czasów, kiedy trzeba tłumaczyć sprawy oczywiste. Ale jako
salezjanin popatrzę na to pytanie z pozytywnej perspektywy i potraktuję
je jako okazję do napisania kilku słów o obecności kapłana
pod Krzyżem – teraz już niejednym!
Kapłan spełniający posługę duszpasterską, a do niej należy
modlitwa z wiernymi, zawsze występuje w imieniu Chrystusa
i w imieniu Kościoła. Spełnia potrójną misję: głoszenia Ewangelii,
uświęcania oraz kierowania wspólnotą Kościoła. Jest to misja,
do której kapłan zostaje posłany przez Kościół w momencie
święceń kapłańskich przyjętych z rąk biskupa. Święcenia kapłańskie
są nieskończonym darem, uprawniającym i uzdalniającym
kapłana do działania in persona Christi, tzn. w imieniu Chrystusa,
więcej: w osobie Chrystusa, czyli w sakramentalnym utożsamieniu
się z Chrystusem. Kiedy kapłan spełnia swoją posługę, wtedy
działa sam Chrystus.
Na modlitwie jestem wyposażony w istotny atrybut władzy
kapłańskiej: poświęconą stułę. Mam też ze sobą poświęcony
Krzyż z cząstką skały z Golgoty, wodę święconą, kropidło, Pismo święte i modlitewnik. Chętnym rozdaję obrazki: z wizerunkiem
bł. ks. Jerzego Popiełuszki i modlitwą oraz z podobizną Sługi Bożego
Kardynała Augusta Hlonda SDB i modlitwą o beatyfikację
tego wielkiego Prymasa czasów trudnych, salezjanina. Rozdaję
także małe bileciki z adresem strony internetowej W obronie Krzyża
i mojej. W zapasie mam zawsze kilka egzemplarzy rozbudowanego
rachunku sumienia. Nigdy nie wiadomo, kiedy okażą się
przydatne – kilka już rozdałem proszącym mnie osobom. Duch
Święty działa w sercach ludzi na Krakowskim Przedmieściu! Mam
też ze sobą przenośne nagłośnienie o umiarkowanej mocy, wystarczające,
by nagłośnić teren w zasięgu kilkunastu metrów i aby
zachować reguły ciszy nocnej.
Dziękuję Panu Bogu za każdego kapłana, który z troską spełniając
posługę duszpasterską modli się razem z wiernymi na Krakowskim
Przedmieściu w Warszawie.
„Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia” (Ps 24,
1). To powtórzyliśmy wczoraj publicznie: głośno, odważnie
i radośnie! Pan Bóg jest wszędzie! Cała ziemia należy do Boga.
Wszędzie jesteśmy u siebie. Wszędzie możemy się modlić. Także
na Krakowskim Przedmieściu. To jest nasza Ojczyzna. To jest nasza
Stolica. Jesteśmy u siebie. A wszystko i my – w ręku Boga!
W obecnej sytuacji mamy pewne zadania do wykonania. W ramach
słówka wieczornego podałem zgromadzonym specyficzne
kryterium duchowe, jako punkt wyjścia naglącego zadania do wykonania:
Za kogo mamy się teraz szczególnie modlić? Za tych,
którzy dzisiaj cieszą się z usunięcia Krzyża z placu przed Pałacem
Namiestnikowskim! To są ludzie, którzy potrzebują szczególnej
modlitwy, bo zaprawdę nie wiedzą, co czynią.
Na koniec miły akcent: po modlitwie, od jednego młodego
człowieka otrzymałem piękny dar – The Gregorian Missal. Drogocenny.
Dziękuję!
Klękajmy!
Adoramus Te, Christe, et benedicimus Tibi,
quia per sanctam crucem Tuam redemisti mundum.
Dzisiaj Mszę świętą odprawiłem w następującej intencji: Aby
miejsce pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu stawało się
coraz bardziej miejscem łaski i duchowej przemiany dla wszystkich,
którzy tam przychodzą w jakimkolwiek celu. Tu wyjaśnień
nie trzeba.
Przyjdzie na Polskę wielka kara Boża za ludzkie grzechy, szczególnie
za popełniane za publicznym przyzwoleniem grzechy bluźnierstwa
wobec Pana Boga, Krzyża, Matki Bożej. Św. Paweł pisze:
„Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek
sieje, to i żąć będzie” (Ga 6, 7). Codziennie wzywam zgromadzonych
na Krakowskim Przedmieściu, aby w swoich parafiach
zamawiali Msze święte w intencji wynagradzającej za te grzechy
i aby modlili się w tej intencji – osobiście, w rodzinach, w parafiach,
wspólnotach. Z tymi samymi dwoma prośbami zwracam się
także do wszystkich Czytelników!
Pod Krzyżem w ostatnich dniach modlimy się w intencji ekspiacyjnej.
Czynimy to w postawie klęczącej. Tak! W centrum naszej
Stolicy klękamy przed Panem Bogiem!
W przeciwieństwie do tych, którzy chcieliby rozmienić Ewangelię
na gadulstwo, człowiek wierzący przed Panem Bogiem klęka.
To oczywiste. Bez kolan ugiętych przed Stwórcą nasza cywilizacja
stoczy się w nicość. Zadziała ten sam destrukcyjny mechanizm,
z jakim mieliśmy do czynienia przy konstruowaniu wieży Babel.
Ojciec Święty daje nam na ten temat wyraźną naukę i wyraźne
praktyczne świadectwo. Dodam tu słowo o Komunii świętej
przyjmowanej w postawie klęczącej. Począwszy od uroczystości
Bożego Ciała w roku 2008, Komunię świętą z rąk Papieża wierni
przyjmują do ust, a nie do ręki i na klęcząco, a nie na stojąco. Ojciec
Święty Benedykt XVI chce nam przez to pokazać, że ten sposób
lepiej ukazuje prawdę o realnej obecności Chrystusa w Eucharystii,
ożywia pobożność wiernych i ich wrażliwość na tajemnicę.
W Jego książce Duch liturgii czytamy: „Być może […] postawa
klęcząca jest rzeczywiście czymś obcym dla kultury nowoczesnej,
skoro jest ona kulturą, która oddaliła się od wiary i wiary
już nie zna, podczas gdy upadnięcie na kolana w wierze jest prawidłowym
i płynącym z wnętrza, koniecznym gestem. Kto uczy
się wierzyć, ten uczy się także klękać. Wiara lub liturgia, które
odrzuciłyby modlitewne klęczenie byłyby wewnętrznie skażone.
Tam, gdzie owa postawa zanikła, tam ponownie trzeba nauczyć
się klękać, abyśmy modląc się, pozostawali we wspólnocie Apostołów
i męczenników, we wspólnocie całego kosmosu, w jedności
z samym Jezusem Chrystusem”.
W naszych parafiach klękajmy przyjmując Dar Najdrogocenniejszy:
Chleb Życia, Chrystusa.
Upadnij na kolana, ludu, czcią przejęty,
uwielbiaj swego Pana: Święty, Święty, Święty.
Przeczytałem książkę Biskupa Athanasiusa Schneidera Dominus
est, zawierającą m.in. świadectwo jego matki – świadectwo miłości
i czci wobec Pana Jezusa obecnego w Eucharystii. Znalazłem tam wzruszające świadectwo angielskiego konwertyty Fredericka
Williama Fabera:
„Wszyscy włącznie z Papieżem, klęczeliśmy na kolanach. Nigdy
wcześniej nie widziałem podobnej, tak wzruszającej sceny.
Kardynałowie i prałaci klęczeli, podobnie czynili żołnierze i cały
kolorowy tłum. Wszystko to miało miejsce w blasku wspaniałego
kościoła, gdzie przyodziany w biel stary Papież, pokornie trwający
na kolanach przed Najświętszym Sakramentem naszego Pana;
ponadto panowała głęboka cisza. Jakże wspaniały był to widok!”.
Na Krakowskim Przedmieściu klękamy przed Panem Bogiem.
Tak trzeba. Właściwe postawy serca wobec Boga: pokora, uniżenie,
cześć, adoracja, miłość.
Kocham Kościół (1)
Św. Paweł, mówiąc o relacji Chrystusa do Kościoła, pisze:
„Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby
go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy
słowo” (Ef 5, 25-26).
Chrystus umiłował Kościół. A my, „ludzie nowocześni”,
czy miłujemy Kościół? Czy może łatwiej dzisiaj nam – często pogrążonym
w grzechu „po uszy” – przychodzi krytyka Kościoła, pouczanie Kościoła, że powinien to, czy tamto, że powinien bardziej
rozumieć ludzi, że powinien iść z duchem czasu, że powinien
być otwarty, tolerancyjny, że nie powinien oceniać ludzkiego
postępowania i mówić o grzechu, że nie powinien straszyć ludzi
piekłem, bo to „średniowiecze”, że nie powinien wtrącać się
do prywatnego życia ludzi, szczególnie do życia małżeńskiego,
a już najbardziej do sfery seksualnej życia człowieka, antykoncepcji
i in vitro, że nie powinien wtrącać się do życia publicznego i politycznego,
że nie powinien mieć ambicji głoszenia, iż chrześcijaństwo
jest jedyną prawdziwą religią, bo przecież „wszystkie religie
są równe”, no i w ogóle jakby to było dobrze, gdyby Kościół
był taki, jak my uważamy. A my – tacy jacyś zawsze lepsi, wyżsi,
bardziej rozumni, otwarci, szerzej widzący świat, najmądrzejsi
na świecie! Przepraszam!
Święci kochają Kościół! I przez swoją świętość przyczyniają
się do jego pozytywnej przemiany. To jest jedyna reforma Kościoła,
o której mówi Ewangelia. Precyzyjniej: to jest jedyna reforma
ludzkiego czynnika w Kościele, o której mówi Ewangelia. Boski
fundament Kościoła jest bowiem nieutracalnie pewny, święty,
nie wymagający żadnej reformy – jest nim Chrystus żyjący w Kościele
i zbawiający przez Kościół. „Fundamentu bowiem nikt
nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym
jest Jezus Chrystus” (1 Kor 3, 11). Jezus Chrystus żyje w Kościele
– stale!
Od wielu lat uczę się miłości do Kościoła od naszego papieża
Benedykta XVI. Pisał on już dawno, z przenikliwością i wielkim
szacunkiem dla wiary prostych ludzi, prawdziwie wierzących:
„Gdzie krytyka Kościoła przybiera formy zjadliwe, przechodzące
dziś często w specyficzny żargon, tam zawsze kryje się
gdzieś na dnie pycha. Często z taką krytyką Kościoła łączy się
duchowa pustka, która nie dostrzega w ogóle istoty Kościoła, traktując go jako twór polityczny, oceniając jego organizację jako
brutalną albo żałosną. Nie dostrzega się, że istota Kościoła leży
poza zewnętrzną organizacją – w pociesze Słowa i Sakramentów,
których Kościół udziela – w dobrych i w złych dniach. Prawdziwie
wierzący nie przywiązują zbytniej wagi do walki o reorganizację
struktur kościelnych. Oni żyją tym, czym Kościół zawsze
jest. A jeśli chce się wiedzieć czym Kościół właściwie jest, trzeba
iść do nich, bo Kościół nie jest najbardziej tam, gdzie się organizuje,
reformuje, rządzi, ale w tych, którzy wierzą i przyjmują
w Kościele dar wiary, stający się dla nich życiem. Tylko ten, kto
doświadczył jak Kościół, mający tylu różnych sług i tyle różnych
form, zawsze podnosił człowieka, przygarniał go, dając mu nadzieję,
stając się mu drogą do życia w wieczności, tylko ten wie,
czym Kościół naprawdę jest, wczoraj i dziś. Nie znaczy to wcale,
że trzeba w Kościele zostawić wszystko po staremu, godząc się
z dotychczasowym stanem rzeczy. Trwanie w Kościele może być
czymś bardzo aktywnym – walką o to, aby Kościół zawsze trwał
i zawsze prowadził w przyszłość” (Kard. J. Ratzinger, Służyć Prawdzie,
20 VII).
Dodajmy integrująco: by zawsze prowadził w wieczność z Bogiem.
To się dzieje. W Kościele i przez Kościół.
W dniach adwentowych, przygotowujących nas do uroczystości
Bożego Narodzenia, warto unikać medialnego zgiełku i zamieszania
– niepokojącego. Warto zafundować sobie pożyteczne
z punktu widzenia duchowego przygotowanie do Świąt. Warto
myśleć częściej o Jezusie Chrystusie i rozmawiać z Nim – serdecznie,
szczerze, ufnie, codziennie. I warto podziękować Panu
Jezusowi za Kościół. Jego Kościół. Tak, Kościół nie jest nasz,
jest Jego, bo On w Nim żyje, działa, zbawia, uświęca – w każdym
czasie. A więc i dzisiaj.
Wierzący to rozumie. Rozumny tak wierzy. To jest Prawda.
148
I jeszcze jedno. W Kościele, w sakramencie Chrztu, otrzymaliśmy
od Boga dar świętości – talent do rozwijania! W Kościele
mamy szerokie możliwości realizacji świętości. Nikt nam tego
nie broni. Nikt nam w Kościele nie przeszkadza realizować świętości.
Droga wolna – przestronna, choć wymagająca. Idziemy?
* * *
Wczoraj, we wspomnienie św. Jana od Krzyża, miałem pierwsze
szkolenie przygotowujące do odprawiania Mszy świętej w rycie
trydenckim. Zaczęło się!
Kocham Kościół (2)
Po raz kolejny rzucono mojemu narodowi temat. Zadziwiająca
regularność: w okresie przedświątecznym nagłaśnia się tematy,
które wprowadzają zamieszanie i rozbudzają antykościelne
nastroje. Lekarstwem na intelektualne i emocjonalne rozbieganie
jest skupienie – serce blisko Pana Jezusa!
Dobrą rzeczą jest interesować się wieloma sprawami, zdobywać
wiedzę, pogłębiać swoje rozumienie rzeczywistości. Z punktu
widzenia duchowego lepszą rzeczą jest koncentrować się przede
wszystkim na Chrystusie. Tak żył św. Paweł, który pisał o sobie
do Koryntian: „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać
niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”
(1 Kor 2, 2). A tak pisał do Efezjan: „Niech Chrystus zamieszka
przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni
i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć
duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość,
i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście
zostali napełnieni całą Pełnią Bożą” (Ef 3, 17-19).
Warto sobie wziąć do serca te słowa w tych dniach adwentowego
przygotowania do Świąt. Obyśmy się nie rozproszyli na setki
tematów, wątków, wiadomości… Jedna rzecz jest najbardziej
konieczna: być z Chrystusem.
Pana Jezusa odnajdujemy w sakramentach świętych i w Słowie
Bożym. Wyborna refleksja Kardynała Ratzingera niech będzie
nam pomocą w zachowaniu skupienia w dniach, które są przed
nami:
„Gdzie dziś podziali się «cisi tej ziemi», którzy bez wielkich
słów i bez szukania dla siebie rozgłosu, bez specjalnego wykształcenia,
naprawdę żyli Słowem Bożym, nim oddychali, myśleli
i prawdziwie dobrze czuli się w Kościele? Mamy dziś zbyt wielu
ludzi, którzy za dużo mówią, udowadniają, że oni także mają coś
do powiedzenia, oczywiście – najlepiej coś krytycznego, wykazując,
że wprawdzie nie wszystko wiedzą, ale w każdym razie lepiej
wiedzą. Mamy natomiast za mało ludzi, którzy są zdolni słuchać
w ciszy, chłonąć święte Słowo Boże i którzy umieją się nim zachwycić
i tak nim się przejąć, że staje się prawdziwie ich chlebem.
Kto z nas może powiedzieć, że Pismo święte, psalmy, hymny
uwielbienia Bożego stały się dlań żywą mową serca, że cisną mu
się na usta, gdy przestaje rozumować i pozwala ustom mówić to,
czego serce jest pełne? W zasadzie żywimy się soczewicą i wodą,
podczas kiedy w Piśmie świętym daruje nam Bóg stągwie wybornego
wina. Maryja, pokorna służebnica Pana, powinna nas pysznych
zawstydzić i zachęcić do ukochania cudownego podarunku
Boskich nauk. Abyśmy się stali ludźmi, mającymi uszy do słuchania
Słowa Bożego także wśród dzisiejszych hałasów, zdolnych
uczynić nas głuchymi aż do wnętrza duszy.
Chciejmy otworzyć znów nasze serce dla cudownego daru
Słowa Bożego, które nas pociesza pośród nocy tego świata i uwesela
w dniach pogodnych, w radościach, które także pochodzą od Boga” (Kard. J. Ratzinger, Dogma und Verkündigung, cyt. za:
Służyć Prawdzie, 12 IX).
Bóg przemawia do nas codziennie przez Słowo Starego Testamentu
i Nowego Testamentu. Przemawia w liturgii Kościoła.
Słuchamy w skupieniu? Codziennie?
Bydlęta klękają!
Najpiękniejsze,
najśliczniejsze
i najliczniejsze
są nasze polskie kolędy.
W tym roku często wraca mi na myśl refren kolędy „Dzisiaj
w Betlejem” a szczególnie słowa „bydlęta klękają”. Tak sobie chodzę
w tych dniach tu i tam i ludziom powtarzam z sympatyczną
miną: bydlęta klękają! Może się już ktoś popukał w głowę na widok
takiego księdzowego zachowania i na takie dictum…
To pieśń stosowna na Komunię. A wczoraj wieczorem śpiewaliśmy
ją na Krakowskim Przedmieściu – głosy rozbrzmiewały
wspaniale i donośnie w centrum naszej Stolicy!
Zwierzaki – wół i osioł – klękały przed Bogiem. Jakie mądre!
A my, ludzie?
Jak zbliżamy się do naszego Pana obecnego w Najświętszym
Sakramencie?
Kto i po co nas postawił na baczność w naszych kościołach
i kaplicach?
Żaden przepis kościelny nigdy nikogo nie zmuszał do stania
przy przyjmowaniu Komunii świętej!
Bydlęta klękają.
Jaka mądra kolęda.
Jaka mądra.
Mądra.
I zwierzaki mądre.
Człowiek mądry klęka przed Bogiem.
Serce kochające to rozumie.
Argumentacja tu zbyteczna…
Chrystus naucza duszpasterzy!
Życzliwa, dyskretna i wyważona sugestia jest cenną pomocą
dla duszpasterzy. Trzeba tu wiele wyczucia i szacunku dla osób,
ich rozkładu dnia, obowiązków i zadań.
Namnożyło nam się różnej maści i płci obojga „pilnowaczy”
i „ustawiaczy moralności księdzowej”. Ci pilnowacze doradzają
lub chcieliby wymuszać na papieżu, biskupie czy księdzu:
co ma mówić, czego ma nie mówić, z kim ma rozmawiać, z kim
ma nie rozmawiać, jak ma rozmawiać, o czym ma rozmawiać, jak
długo ma rozmawiać, co ma pisać, jak ma pisać, gdzie ma pisać,
co ma robić, czego ma nie robić, jak ma się zachowywać,
no i w ogóle byłoby dobrze, aby duszpasterze spełniali nasze
oczekiwania i zaspokajali nasze potrzeby. Proszę zwrócić uwagę
na to „nasze”. Z punktu widzenia duchowego bardzo niepokojące
i niebezpieczne. Bywają też zachowania groteskowe, które przekraczają
granice dobrego smaku, jak wmawianie księdzu co myśli
albo co czuje. Zdarza się także, że ktoś mówi lub pisze rzekome
słowa biskupa czy księdza – słowa, które nigdy nie zostały wypowiedziane.
Poważny grzech.
Pierwszym zadaniem duszpasterza jest służyć Panu Bogu!
Pierwszym wyrazem tej służby Panu Bogu jest modlitwa i celebracja
świętych Sakramentów. A służba ludziom ma ściśle określony
kontekst, którym są sprawy odnoszące się do Boga. List do Hebrajczyków jasno to formułuje w odniesieniu do liturgii
Starego Testamentu: „Każdy bowiem arcykapłan z ludzi brany,
dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga,
aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi,
którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości.
I ze względu na nią powinien jak za lud, tak i za samego siebie
składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności,
lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron” (Hbr 5,
1-4). Kościół odnosi te słowa per analogiam do biskupów i kapłanów
Kościoła.
Dzisiejsze liturgiczne wspomnienie świętych Tymoteusza i Tytusa
jest elementarnym przypomnieniem, że to Pan Bóg uczy, naucza
i poucza duszpasterzy. Św. Paweł napisał trzy szczególne listy:
dwa do Tymoteusza i jeden do Tytusa. Są to tzw. listy pasterskie.
Koniecznie je przeczytajmy, bo wiele jest w nich praktycznych rad –
nie tylko dla duszpasterzy! Zawierają one m.in. liczne pouczenia dla
pełniących posługę duszpasterską – aktualne dwa tysiące lat temu,
aktualne dzisiaj. To jest Słowo Boże. Nowy Testament.
Powiedzmy to jasno: duszpasterze mają swojego Najlepszego
Nauczyciela, którym jest Chrystus. Każdy wierzący biskup i każdy
wierzący kapłan uczy się od Chrystusa. Każdy wierzący biskup
i każdy wierzący kapłan ma swoje sekrety z Panem Jezusem. I dobrze
by było, aby „pilnowacze” i „ustawiacze moralności księdzowej”
i wszyscy inni, wzięli to pod uwagę – by nie chcieli zajmować
miejsca Chrystusa w życiu duszpasterza! Chyba że dla niektórych
Kościół jest czysto socjologicznym zborem, zbiorowiskiem ludzi,
którzy się mniej więcej zgodnie układają i uzgadniają. W takiej
koncepcji „uzgodnionego” Kościoła nie ma jednak miejsca dla
Chrystusa. To nie jest Kościół. Katolik wierzący te sprawy rozumie.
Katolik-ateista będzie kręcił nosem i mruczał o humanizmie
i demokracji.
Powtórzę: duszpasterze mają swojego Nauczyciela, który jasno
im mówi co i jak mają czynić, mówić, jak żyć i jak służyć Bogu
i ludziom. A dzisiaj Chrystus mówi nam, duszpasterzom, słowami
listu św. Pawła do Tymoteusza:
„Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie
sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo:
głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby
wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć
nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą
znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią
– będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania
prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś
czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty,
spełnij swe posługiwanie!” (2 Tm 4, 1-5).
Życzliwa, dyskretna i wyważona sugestia jest cenną pomocą
dla duszpasterzy. Trzeba tu wiele wyczucia i szacunku dla osób,
ich rozkładu dnia, obowiązków i zadań.
Więcej szczerej i systematycznej modlitwy za duszpasterzy –
Ojca Świętego, biskupów i kapłanów – przyniesie dobre owoce
świętości w ich sercach.
Panie, daj nam świętych duszpasterzy, wsłuchanych w Twoje
Słowo i wypełniających Twoje Słowo. Twoje Słowo jest Prawdą.
